Przygotowanie ofert i wycen
Handlowiec zbiera dane z maila, cennika i CRM-u, składa to w dokument i wysyła. Ten sam układ, dwadzieścia razy w miesiącu, po kilka godzin każdy.
Ofertowanie, obieg dokumentów, przepisywanie danych z jednego systemu do drugiego, raporty składane ręcznie na koniec miesiąca. To są godziny, za które płacisz pensje, a które nie tworzą żadnej wartości. Zdejmujemy je z ludzi po jednym procesie naraz.
Trzy dane, potem kalendarz. Na rozmowie przechodzimy Twój proces krok po kroku i liczymy, ile godzin miesięcznie da się z niego wyjąć.
Nie chodzi o to, żeby zautomatyzować wszystko. Chodzi o to, żeby znaleźć te dwa, trzy przebiegi, które zjadają najwięcej czasu przy najmniejszej wartości dodanej.
Handlowiec zbiera dane z maila, cennika i CRM-u, składa to w dokument i wysyła. Ten sam układ, dwadzieścia razy w miesiącu, po kilka godzin każdy.
Zamówienie z maila do ERP, faktura z ERP do arkusza, arkusz do raportu. Człowiek pełni tu rolę kabla między systemami, które nie gadają ze sobą.
Status zamówienia, dostępność, warunki współpracy, prośba o dokument. Osiemdziesiąt procent skrzynki to kilkanaście wariantów tej samej wiadomości.
Koniec miesiąca, eksporty z trzech systemów, sklejanie w Excelu i dwa dni na to, żeby zarząd zobaczył liczby sprzed dwóch tygodni.
Umowa krąży mailem, ktoś zapomina odpisać, wersje się rozjeżdżają i nikt nie wie, u kogo leży sprawa. Automatyzacja pilnuje kolejki zamiast człowieka.
Nowa osoba, dziesięć kont do założenia, komplet dokumentów i checklista, którą menedżer odhacza z pamięci. Idealny kandydat na proces prowadzony przez system.
Największe ryzyko przy automatyzacji nie leży w cenie, tylko w zdaniu „u nas to jednak nie zadziała, bo mamy wyjątki". Dlatego nie prosimy, żebyś nam uwierzył. Odwracamy kolejność: najpierw dowód, potem decyzja, na końcu faktura.
Jeżeli proces wymaga dostępu do systemu, którego nie da się otworzyć przed formalną autoryzacją, w 48 godzin dostajesz konkretny plan techniczny i zakres dostępów, a pełny przebieg budujemy tuż po kick-offie.
Jeżeli któregoś z tych warunków brakuje, powiemy to wprost na rozmowie. Automatyzacja procesu, który zdarza się dwa razy w roku, jest dobrą historią na konferencję i złą inwestycją.
Wnioski z rozmowy dostajesz mailem niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na współpracę.
Podajemy widełki na górze strony, żeby nikt nie tracił czasu na rozmowę, która i tak rozbije się o budżet. Konkretną kwotę usłyszysz po rozpoznaniu zakresu, a nie po trzech spotkaniach z prezentacją.
Miesięcznie, jeśli transformujemy Twoją firmę długofalowo i kompleksowo. Jednorazowo, jeśli wdrażamy pojedynczą, punktową automatyzację.
Widełki są szerokie, bo koszt zależy od skali: ilu ludzi i działów dotyczy projekt, ile procesów bierzemy naraz i jak głęboko trzeba wejść w systemy, które już macie.
Umowa jest na czas nieokreślony, ale z krótkim okresem wypowiedzenia i bez kar. Zostajesz, bo raport co miesiąc pokazuje różnicę, a nie dlatego, że podpisałeś rok.
Punktowe wdrożenia i warsztaty - rozliczenie jednorazowe, wycena indywidualna.
Czas od zapytania do oferty w skrzynce klienta. Największą część tych trzech dni zjadało nie liczenie, tylko czekanie: aż ktoś znajdzie chwilę, żeby usiąść do dokumentu.
Zapytań na jedną osobę miesięcznie, przy tym samym składzie zespołu. Odpowiedź przygotowuje system, człowiek zatwierdza i dokłada to, czego system nie wie.
Udział rekordów wymagających korekty przy przepisywaniu pozycji między systemami. Razem z błędami znika praca, którą generowały: dopytywanie, poprawki i reklamacje.
To rzędy wielkości typowe dla tego rodzaju procesów. Na rozmowie policzymy je na Twoich liczbach, na konkretnym procesie, który wskażesz.
Automatyzacja to nie jedno narzędzie, tylko trzy warstwy, które zwykle występują razem. O narzędziach rozmawiamy dopiero po tym, jak wiadomo, co ma się wydarzyć w procesie.
Nie doklejamy AI do procesów, które świetnie działają na zwykłej regule. To najszybszy sposób na drogie i kruche wdrożenie.
Handlowiec widzi tylko gotowy dokument do sprawdzenia i wysłania. Cała reszta dzieje się bez niego.
Od rozmowy - to dokładnie jej zadanie. Przechodzimy przez dzień pracy zespołu i szukamy przebiegów, które są powtarzalne, dają się opisać regułą i zjadają czas osób kosztujących najwięcej. Zwykle w ciągu pół godziny da się wskazać dwa, trzy oczywiste kandydatury.
W firmach, z którymi pracujemy, prawie nigdy. Zdejmujemy z ludzi pracę, której i tak nie nadążają robić: zaległe zapytania, oferty wysyłane trzeciego dnia, raporty składane po godzinach. Efektem jest zwykle większy wolumen obsłużony tym samym zespołem, a nie mniejszy zespół.
Zwykle tak, tylko innym kosztem. Kolejność jest taka: oficjalne API, potem eksport i import plików, na końcu integracja przez bazę albo warstwę pośrednią. Jeżeli żadna z tych dróg nie ma sensu ekonomicznego, powiemy to na rozmowie zamiast wyceniać niewykonalne.
Częściowo. Klasyczne RPA klika w interfejsie za człowieka i psuje się przy każdej zmianie ekranu. My idziemy najpierw przez API i dane, a symulację pracy człowieka traktujemy jako ostateczność. Efekt jest podobny, ale utrzymanie jest wielokrotnie tańsze.
Prototyp widzisz w 48 godzin. Produkcyjne wdrożenie jednego procesu to zwykle kwestia tygodni, w zależności od tego, ile systemów trzeba podłączyć i ile wyjątków ma proces. Szersza optymalizacja kilku działów to projekt na miesiące, ale idziemy procesem po procesie, a nie wszystkim naraz.
Monitorujemy wdrożone przebiegi i reagujemy, zanim zauważy to zespół. To ważniejsze, niż się wydaje: automatyzacja, która po cichu przestała działać, kosztuje więcej niż jej brak, bo nikt już nie sprawdza tego ręcznie.