Czy moja firma jest w ogóle celem ataku?
Prowadzisz biuro rachunkowe albo firmę produkcyjną i myślisz, że hakerzy szukają tylko wielkich korporacji? To częste przekonanie, ale rzeczywistość wygląda inaczej. Jak podaje biznes.gov.pl, zespół CERT Polska, czyli jednostka zajmująca się reagowaniem na zagrożenia w sieci, zarejestrował bardzo dużą liczbę incydentów bezpieczeństwa w ciągu ostatniego roku. To wzrost o 62 procent w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Te liczby obejmują również mniejsze podmioty, bo przestępcy nie pytają o wielkość firmy, tylko o to, gdzie mogą zdobyć dane i pieniądze. Nawet niewielka działalność korzysta z komputera, poczty elektronicznej i bankowości internetowej, więc jest tak samo widoczna w sieci jak duży gracz. Co więcej, narzędzia do przeprowadzania ataków, takie jak ransomware, czyli oprogramowanie blokujące systemy i żądające okupu, są dziś dostępne w modelu usługowym w ciemnej sieci. Oznacza to, że osoba bez specjalistycznej wiedzy może wynająć gotowy mechanizm ataku. Dlatego pytanie nie brzmi, czy jesteś celem, ale kiedy padnie na Ciebie pierwsza próba.Które zaniedbania pracowników realnie otwierają drogę atakującemu?
Najczęściej to nie zaawansowany cyberatak, a zwykłe ludzkie potknięcie otwiera drzwi przestępcom. Pracownik, który wpisze hasło na fałszywej stronie albo kliknie w link z maila udającego fakturę, właśnie uruchomił łańcuch zdarzeń. CERT Polska, czyli zespół reagujący na zagrożenia w sieci, zarejestrował bardzo dużą liczbę takich incydentów, które mogły zaszkodzić firmom.
Problem w tym, że świadomość zagrożeń nie nadąża za rzeczywistością. Z badania ESET i DAGMA wynika, że 55 procent pracowników nie uczestniczyło w żadnym szkoleniu z cyberbezpieczeństwa przez ostatnie pięć lat. A skala jest konkretna: co piąty polski pracownik padł ofiarą cyberataku w miejscu pracy. To nie jest teoretyczna rozmowa o odległych ryzykach, tylko codzienność twojego zespołu.
Najprostszy przykład to praca zdalna. Kiedy ktoś loguje się z własnego, niezabezpieczonego laptopa, ten sprzęt staje się furtką do twojej sieci firmowej. Wystarczy, że domowy komputer jest zainfekowany, a atakujący dostaje dostęp do systemów, które w biurze chroniłby firewall i antywirus. Nie chodzi o to, by zabronić pracy z domu, lecz o to, by wymagać takich samych zabezpieczeń jak w biurze.
Dlatego kluczowe jest regularne szkolenie i jasne zasady: co wolno otwierać, jakich haseł używać i komu ich nie podawać. Nawet najlepsze oprogramowanie nie pomoże, jeśli pracownik sam wpuści przestępcę do środka. To właśnie ludzie, nie technologia, są pierwszym i najważniejszym ogniwem obrony.
Co się stanie z firmą, gdy atak się powiedzie?
Gdy atak się powiedzie, pierwsze godziny wyglądają pozornie niewinnie. Pracownik klika w link z maila, który wygląda jak zamówienie od stałego klienta. Systemy działają dalej, ale w tle ktoś już przegląda Twoje dane firmowe, maile do kontrahentów czy pliki księgowe. CERT Polska, czyli zespół reagujący na zagrożenia w internecie, zarejestrował bardzo dużą liczbę takich incydentów, które mogły zaszkodzić firmom.
Skutki nie kończą się na jednym zablokowanym komputerze. Gdy przestępcy uruchomią ransomware, czyli oprogramowanie szyfrujące pliki i żądające okupu, praca staje w miejscu. Nie masz dostępu do umów, faktur ani bazy klientów. Średni koszt takiego przestoju to 1,3 miliona złotych, jak podaje biznes.gov.pl. Dla małej firmy to często kilka miesięcy przychodów, a czasem koniec działalności.
Najgorsze jest to, że większość firm w ogóle nie jest na to przygotowana. Zaledwie 3 procent polskich przedsiębiorstw osiągnęło dojrzały poziom gotowości na cyberzagrożenia, wynika z indeksu Cisco Cybersecurity Readiness. Brak kopii zapasowych, słabe hasła i pracownicy bez przeszkolenia sprawiają, że jeden błąd otwiera drogę do całej sieci. Dlatego ochrona nie polega na jednym narzędziu, tylko na spójnym systemie, który obejmuje ludzi, zasady i technologie.
Jak wygląda minimum ochronne, które faktycznie działa?
Zacznij od rzeczy, które naprawdę blokują najczęstsze scenariusze ataków, a nie od drogich systemów. Podstawą jest uwierzytelnianie wieloskładnikowe, czyli logowanie wymagające nie tylko hasła, ale też potwierdzenia np. kodem z telefonu. To proste narzędzie, które w dużej mierze uniemożliwia przejęcie konta, nawet gdy pracownik niechcący poda hasło oszustowi.
Równie ważne są systematyczne kopie zapasowe, przechowywane poza firmową siecią. Jeśli ransomware, czyli oprogramowanie blokujące systemy i żądające okupu, zaszyfruje dane, backup pozwala przywrócić firmę do działania bez płacenia przestępcom. Sam zapis na tym samym dysku, na którym pracujesz, nie wystarczy, bo atak go również obejmie.
Trzecim filarem są ludzie, bo to oni najczęściej otwierają drzwi cyberprzestępcom. Błąd użytkownika, jak kliknięcie w link z zainfekowanego maila, to jeden z głównych obszarów ryzyka. Krótkie, regularne szkolenia z rozpoznawania phishingu, czyli fałszywych wiadomości, budują nawyk zatrzymania się przed kliknięciem.
Te trzy elementy: wieloskładnikowe logowanie, bezpieczny backup i świadomi pracownicy, to realne minimum. Bez nich nawet najlepszy firewall nie ochroni firmy, bo atakujący wejdzie przez najsłabsze ogniwo, którym często jest człowiek.
Dlaczego same programy antywirusowe nie wystarczą?
Antywirus to zamek w drzwiach wejściowych. Zatrzyma przypadkowego włamywacza, ale nie kogoś, kto celowo sprawdził, jak ten zamek obejść. CERT Polska, czyli zespół reagujący na zagrożenia w internecie, zarejestrował bardzo dużą liczbę incydentów bezpieczeństwa, które mogły zaszkodzić firmom. To o 62 procent więcej niż rok wcześniej, a przestępcy nie używają już tylko prostych wirusów.
Coraz częściej atakują człowieka, nie komputer. Podszywają się pod kontrahenta w mailu albo dzwonią, udając pracownika banku, i wyłudzają hasło. Takiego ataku antywirus nie zobaczy, bo nie ma w nim żadnego złośliwego pliku. Wystarczy jedno kliknięcie w link od "dostawcy energii", żeby stracić dostęp do firmowej skrzynki, a potem do całego systemu księgowego.
Dlatego samo oprogramowanie to dopiero początek. Najważniejsze są zasady: kto i do czego ma dostęp, jakie hasła obowiązują i czy włączone jest uwierzytelnianie wieloskładnikowe, czyli potwierdzenie logowania drugim sposobem, na przykład kodem z telefonu. Do tego systematyczne kopie zapasowe, ale trzymane poza firmową siecią, żeby ransomware, czyli oprogramowanie blokujące dane i żądające okupu, nie zaszyfrował ich razem z resztą.
Nie mniej ważni są ludzie. Blisko połowa pracowników dostała już wiadomość z niebezpiecznego źródła, której filtry antyspamowe nie wychwyciły. Krótkie szkolenie, na którym ktoś pokaże, jak wygląda fałszywy mail i dlaczego nie wolno podawać haseł przez telefon, potrafi uchronić firmę przed stratami większymi niż koszt całego zabezpieczenia. Średni koszt przestoju po incydencie to 1,3 miliona złotych.
Od czego zacząć w tym miesiącu, a co zaplanować na kolejny kwartał?
Nie ma sensu czekać na idealny moment na wdrożenie ochrony, bo ten moment nie nadchodzi. Lepiej rozłożyć pracę na dwa etapy: rzeczy, które zrobisz od ręki, i te, które wymagają planu na kolejny kwartał. W tym miesiącu zacznij od fundamentów, czyli od zabezpieczenia dostępu i edukacji zespołu. To najtańsze i najskuteczniejsze działania, które od razu zmniejszają ryzyko.- Włącz uwierzytelnianie wieloskładnikowe do poczty, systemu księgowego i chmury. Drugi krok logowania, np. kod z telefonu, blokuje przejęcie konta nawet po kradzieży hasła.
- Zrób kopie zapasowe najważniejszych danych i przechowuj je w drugiej lokalizacji, np. na zewnętrznym dysku u innej osoby lub w chmurze. Backup to jedyna skuteczna odpowiedź na ransomware, czyli oprogramowanie, które blokuje system i żąda okupu.
- Przeprowadź krótkie szkolenie dla pracowników z rozpoznawania phishingu, czyli fałszywych wiadomości, które wyglądają jak od zaufanego nadawcy. Błąd użytkownika, jak kliknięcie w link z zainfekowanego maila, to jedno z najczęstszych źródeł problemów.
- Zaktualizuj oprogramowanie i systemy na wszystkich komputerach firmowych. Łatki usuwają znane podatności, którymi posługują się przestępcy.