Dlaczego gęstość robotyzacji kraju nic mi nie mówi o opłacalności mojego projektu?
Gęstość robotyzacji to liczba robotów przypadająca na 10 tysięcy pracowników przemysłu. Gdy czytasz, że w Polsce wskaźnik ten jest niższy od światowej średniej, a średnia światowa jest wyższa, liczby te mówią coś o całej gospodarce, ale nic o twojej hali produkcyjnej. To trochę jak średnia krajowa pensja: pokazuje ogólny trend, a nie to, ile realnie zarabia twój pracownik. Dlatego rankingi IFR, choć ciekawe, nie powinny być podstawą decyzji o zakupie robota. Fakt, że w polskich fabrykach zainstalowano mniej nowych robotów przemysłowych niż rok wcześniej, nie przesądza o opłacalności twojego projektu. Tak samo jak to, że Chiny i Korea mają wysoką gęstość robotyzacji. Te dane opisują rynek, a nie twoją linię produkcyjną. Opłacalność liczysz od konkretów: ile kosztuje robota, ile kosztuje godzina pracy operatora, jak zmieni się wydajność i ile błędów zniknie z produkcji. Dopiero gdy masz te liczby, możesz porównać warianty i podjąć decyzję. Gęstość robotyzacji kraju to ciekawa statystyka, ale przy twoim stole decyzyjnym liczy się tylko jedna liczba: zwrot z inwestycji w twojej fabryce.Jak wygląda rachunek opłacalności dla pojedynczego procesu, a nie całej fabryki?
Gęstość robotyzacji, czyli liczba robotów na 10 tysięcy pracowników przemysłu, to najczęściej używany wskaźnik poziomu automatyzacji kraju. W Polsce wskaźnik ten jest niższy od średniej światowej i europejskiej. Dla porównania, w Niemczech i Czechach jest on wyższy.
Te liczby pokazują, że jako kraj jesteśmy dopiero w środku stawki, choć całkowita liczba działających u nas robotów plasuje nas na 6. miejscu w UE. Wynika to z tego, że mamy dużo większy przemysł niż nasi sąsiedzi, więc ten sam park maszynowy trzeba rozłożyć na więcej pracowników. Wcześniej mieliśmy znacznie mniej robotów na 10 tysięcy pracowników, więc postęp w ostatniej dekadzie jest wyraźny.
Dla zarządu firmy ten wskaźnik ma jednak ograniczone zastosowanie. Pokazuje pozycję kraju w rankingach, ale nie mówi nic o tym, czy konkretna linia produkcyjna zarobi na siebie. Dlatego przy ocenie pojedynczego procesu trzeba zejść poziom niżej i patrzeć na wskaźniki efektywności, które da się przypisać do jednego stanowiska, jednej zmiany i jednego produktu.

Które wskaźniki pokazują, że automatyzacja faktycznie odciążyła mój zespół?
Najprościej będzie, jeśli spojrzysz na wskaźnik, którym posługuje się Międzynarodowa Federacja Robotyki, czyli organizacja zbierająca dane o rynku robotów. To gęstość robotyzacji, czyli liczba robotów przemysłowych przypadających na 10 tysięcy pracowników przemysłu. Pokazuje ona, jak bardzo fabryki w danym kraju polegają na maszynach, a nie na ręcznej pracy. Dla twojego zespołu ten wskaźnik ma jednak ograniczone znaczenie. Dużo ważniejsza jest liczba nowych instalacji robotów w twojej firmie i to, czy widać ich efekt w codziennej pracy. Sam fakt, że robot stoi na hali, nie oznacza, że odciążył ludzi. Dopiero porównanie wydajności linii przed instalacją i po niej pokaże, czy automatyzacja faktycznie zdjęła z pracowników najcięższe zadania. Spójrz też na to, ile robotów przypada na jednego pracownika w twojej firmie, a nie w całym kraju. Jeśli wskaźnik rośnie, a liczba nadgodzin spada, to znak, że roboty przejęły powtarzalną pracę. Jeśli jednak produkcja rośnie, a zespół pracuje tyle samo, warto sprawdzić, czy roboty nie wykonują tylko pozorowanych ruchów, zamiast realnie odciążyć ludzi.Jak udowodnić zarządowi, że robotyzacja się zwróciła, zanim miną dwa lata?
Zanim cokolwiek policzysz, ustal z zarządem, co właściwie ma się zwrócić. KPI, czyli kluczowe wskaźniki efektywności, to finansowe i niefinansowe mierniki stopnia realizacji celów organizacji. Punktem wyjścia do ich opracowania powinno być posiadanie strategii robotyzacji z listą celów.
Każdy wskaźnik powinien być ustanowiony i nadzorowany przez kierownictwo organizacji oraz mieć charakter niepieniężny. Ma być zrozumiały dla pracownika, istotny dla sukcesu organizacji i regularnie mierzony.
Najczęściej używanym wskaźnikiem poziomu automatyzacji kraju jest gęstość robotyzacji, czyli liczba robotów na 10 tysięcy pracowników przemysłu. W Polsce na 10 tysięcy pracowników przemysłu przypada mniej robotów niż wynosi średnia światowa, jak podaje Międzynarodowa Federacja Robotyki (IFR).
Wskaźnik ten wzrósł, ale wciąż jest znacznie poniżej średniej europejskiej. Dla porównania, w Niemczech gęstość robotyzacji jest wyższa, a w USA również.
Polska pod względem całkowitej liczby działających robotów zajmuje 6. miejsce w UE, ale dopiero 16. pod względem gęstości robotyzacji. To pokazuje, że liczba instalacji to nie wszystko, liczy się też skala przemysłu, która w Polsce jest duża.
W polskich fabrykach zainstalowano mniej nowych robotów przemysłowych niż w roku poprzednim, jak wynika ze wstępnych danych IFR. Mimo to w fabrykach na całym świecie zainstalowano łącznie wiele nowych robotów przemysłowych, co było drugim najlepszym wynikiem w historii.
Jeszcze wcześniej Polska miała znacznie mniej robotów na 10 tysięcy pracowników przemysłu, co pokazuje wyraźne przyspieszenie w ostatniej dekadzie. Popyt na roboty w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce spadł wcześniej o znaczącą wartość.
Roboty przemysłowe, choć ich nabycie wiąże się z określonym wydatkiem finansowym, mogą w dłuższej perspektywie w znacznym stopniu ograniczyć koszty produkcyjne przedsiębiorstwa, a tym samym przyczynić się do zwiększenia realizowanych zysków. Dlatego zamiast pytać zarząd o zgodę na "inwestycję w nowoczesność", pokaż konkretny wskaźnik, który mierzy oszczędność czasu albo spadek liczby błędów.

Na co uważać przy ustalaniu celów dla wskaźników, żeby nie wpaść w pułapkę statystyki?
Najprostszym sposobem, żeby nie wpaść w pułapkę statystyki, jest sprawdzenie, co dokładnie mierzy dany wskaźnik. Weźmy gęstość robotyzacji, czyli liczbę robotów na 10 tysięcy pracowników przemysłu. To najczęściej używany miernik poziomu automatyzacji kraju, ale dla Twojej fabryki mówi niewiele. Polska ma niższy wskaźnik niż średnia światowa i europejska. Widzisz różnicę i od razu pojawia się pokusa, żeby gonić te liczby. Tylko że ten wskaźnik nie uwzględnia tego, co produkujesz ani jak duże masz serie. Zanim zaczniesz wyznaczać sobie cele, odpowiedz sobie na pytanie, czy Twój cel w ogóle ma sens w kontekście całego rynku. W polskich fabrykach zainstalowano mniej nowych robotów przemysłowych niż w roku poprzednim. Gdybyś patrzył tylko na ten trend, mógłbyś dojść do wniosku, że rynek się kurczy i nie warto inwestować. Tymczasem spadek liczby nowych instalacji w skali kraju nie musi mieć nic wspólnego z opłacalnością Twojej konkretnej linii produkcyjnej. Rynek hamuje z wielu powodów, od kosztów kredytu po cykle inwestycyjne w przemyśle motoryzacyjnym, a nie dlatego, że roboty przestały się opłacać. Żeby nie dać się zwieść zbiorczym statystykom, warto ustalić własne, wewnętrzne wskaźniki, które dotyczą wyłącznie Twojej firmy. Punktem wyjścia powinna być strategia robotyzacji z listą konkretnych celów, a nie porównanie z sąsiadami. Dobry wskaźnik ma być zrozumiały dla pracownika, istotny dla sukcesu organizacji i regularnie mierzony. Najlepiej, żeby nadzorowało go kierownictwo i żeby nie miał charakteru czysto pieniężnego, bo wtedy łatwiej zauważyć problemy, zanim zamienią się w straty. Sprawdź na przykład:- skrócenie czasu cyklu na jednej zmianie, zamiast ogólnej liczby robotów w hali,
- spadek liczby braków po wdrożeniu, bo to pokazuje realną jakość,
- wykorzystanie parku maszynowego, czyli ile godzin robot faktycznie pracuje,
- czas przezbrojenia linii, który często decyduje o opłacalności małych serii,
- wskaźnik awaryjności i koszty utrzymania ruchu w przeliczeniu na jedną maszynę.
Od czego zacząć pomiar opłacalności, jeśli nie mamy jeszcze strategii robotyzacji?
Gdy nie masz jeszcze strategii robotyzacji, zacznij od dwóch pytań, które wskażą, gdzie naprawdę szukać oszczędności. Pierwsze: który proces generuje najwięcej kosztów, a drugie: który pochłania najwięcej czasu ludzi. Odpowiedzi na nie wyznaczają obszar, w którym robot ma szansę szybko się zwrócić.
Nie musisz od razu tworzyć formalnego dokumentu. Wystarczy, że zapiszesz cele, które chcesz osiągnąć, na przykład skrócenie czasu produkcji albo ograniczenie błędów. Takie cele staną się podstawą do wybrania właściwych wskaźników, czyli mierników, które pokażą, czy robotyzacja faktycznie się opłaca.
Kolejne kroki wyglądają tak:
- Wybierz jeden proces, który ma największy wpływ na koszty lub czas pracy.
- Zapisz, ile godzin tygodniowo pracownicy poświęcają na to zadanie i jakie błędy się przy nim zdarzają.
- Ustal, które z tych wielkości chcesz poprawić, na przykład czas cyklu albo liczbę poprawek.
- Określ, jak często będziesz sprawdzać wyniki, najlepiej co miesiąc, żeby szybko zauważyć efekty.
- Wybierz osobę z kierownictwa, która będzie nadzorować pomiary i podejmować decyzje na ich podstawie.
Pamiętaj, że dobry wskaźnik ma być zrozumiały dla pracowników i regularnie mierzony. Jeśli ekipa produkcyjna nie rozumie, co pokazuje dana liczba, nie wykorzysta jej do poprawy pracy. Najlepiej zacząć od jednego prostego miernika, który wszyscy załapią, zamiast od razu budować rozbudowany system.